11.02.2011

Ruch uliczny/ Traffic: Na nóżkach przez Bejrut/ Through (true) Beirut

Z boku nadjeżdża samochód, rośnie w oczach, wygląda jak czarny Hummer. Kierowca przyśpiesza na mój widok... chce się koniecznie zmieścić w malejącej przestrzeni między moim Hyundai'em a zaparkowanym szeregiem pojazdów. Ja też przyśpieszam... tu chodzi o precyzję i przekonanie, że na pewno zdążę.
I see the car coming right at me from my left, it looks like black Hummer. The driver speeded up when he saw me... he's determined to fit into shrinking space between my Hyundai and the row of parked vehicles. I'm speeding up too... it's all about precision and strong belief that I can make it.


Jeden z nas  musi odpuścić, albo obaj będziemy nosić gustowne, białe, gipsowe, chropowate kołnierze. Teraz to bez znaczenia. Słyszę agresywne wycie swojego silnika, to mnie zachęca. Pochylam się nad kierownicą, czujnym spojrzeniem oceniam odległość. Zbliżamy się do siebie, widzę obojętną twarz faceta z Hummera. Mówię do siebie: "co z tego, że ma twardszą karoserię, to nic, że takie samochody używane są przez amerykańską armię do jazdy w trudnych warunkach. Mam swoją szansę, albo on albo ja...". To był jeden z tych momentów kiedy czas zwalnia, a ty dostrzegasz wszystko bardzo dokładnie, aż do najmniejszego szczegółu. Widzę wiec blask promieni słońca odbijających się w czarnym lakierze Hummera, widzę zacieki niespłukanego kurzu na jego przedniej szybie i zawzięty grymas pojawiający się na twarzy kierowcy. No dobra! Odbijam gwałtownie kierownicą w bok i wciskam z wyczuciem hamulec. Zatrzymałem się zaledwie kilka centymetrów od samochodu zaparkowanego na rogu ulicy. "Tym razem to będzie on...".  Kiepska wiadomość chłopaki - duży MOŻE więcej :). Adrenalina powoli opada, oddech się wyrównuje, za Hummerem ciągnie sznur samochodów. Trudno, poczekam. W radiu puszczają ciekawy kawałek libańskiej myśli artystycznej. Mam kilkanaście sekund na posłuchanie, zanim roztrąbią się klaksony samochodów z tyłu, ponaglających mnie do ponownej próby włączenia się w nurt poobijanych aut na głównej ulicy. "Przecież nie będę tu stał do wieczora". Ruszyłem gwałtownie z całą Hyundai'ową mocą. Kierowca, który miał nieszczęście być na mojej drodze, instynktownie wyhamował. Dobrze... widać zrozumiał siłę mojej determinacji (albo nie jest ubezpieczony). Radość szybko ustępuje rosnącej potrzebie koncentracji... za sto metrów następne skrzyżowanie... zapinać pasy i jedziemy!
One of us has to make way for the other or we'll both end up wearing nice and heavy neck plaster casts. It doesn't matter now. I hear aggressive roar of my engine, it encourages me. I lean over the steering wheel, and I estimate the distance with alert look. We're getting closer and closer, I can see indifferent face of the guy from black Hummer. I think: "Maybe he's got stone hard body car, maybe american army use those cars to deal with difficult terrain. But now I have my chance, it's either me or him...". It was one of these moments when the time slows down, and everything becomes perfectly clear in every detail. I see the sun reflecting in Hummer's black bonnet. I see the dust on it's windshield, and stubborn grimace coming out on the drivers face. All right! I turn my car right rapidly, I brake, and I stop only few inches away from the car parked on the corner of the street. "This time it's him". Bad news guys - the size DOES matter:). The kick of adrenalin fades away, my breath slows down, there is a line of cars following the Hummer. Hard luck, I'll wait. There's nice piece of lebanese artistic thought in the radio. I have several seconds to listen to it before all the drivers behind me will urge me with their horns to squeez in. "I'm not going to stay here till evening". I jumped forward with all Hyundai's power. The unlucky driver who was in my way stopped instinctively. Good... it seems he was aware of the strength of my determination (or he's insurance expired). My happiness yields to growing need for concentration... there's next crossing in 100 meters... fasten your seatbelts and let's go!


Inny dzień, inne miejsce... patrzę na młodą, około 20 - letnia, czarnowłosą Libankę... zabiera się do parkowania swojego srebrnego mercedesa, którego dostała  prawdopodobnie na osiemnaste urodziny. Widać, śpieszy się na zajęcia. Jest za dziesięć ósma, wiec zajęcia wkrótce się zaczynają. Co prawda spóźnienie jest akceptowalne, a nawet częste, żeby nie powiedzieć nagminne. Jednak gdy chodzi o kwestie parkowania samochodu to nie ma żartów. Wolne miejsce przy krawężniku w centrum Bejrutu to dobro wysoko cenione, bo rzadko spotykane, całkiem jak uczciwy polityk, czy szef błagający żebyś wziął sobie wolne. Ulica jest wąska, a wolne miejsce wygląda jak szyte na miarę, ani odrobiny zbędnej przestrzeni... to niiic! Dziewczyna zdecydowanymi ruchami kieruje merola na pusty kawałek asfaltu. Widzę spokój wymalowany na jej twarzy, co byłoby naturalne, gdyby nie wydarzenia, które nastąpiły później. Szybki skręt kierownicy, noga na gaz i mercedes wskoczył tyłem miedzy dwa inne pojazdy. Okazało się, że miejsca jest jednak za mało, żeby wcisnąć także przód merola i ustawić go równolegle do krawężnika. Ten z przodu przeszkadza!! ...i ten z tyłu też. Ale to niiiic... da się naprawić. Otóż, posłuchajcie jaka jest recepta na sukces: należy cofnąć własny samochód tak aby nasz tylny zderzak dotykał samochodu zaparkowanego z tyłu. Następnie rytmicznie, lecz delikatnie pompując nogą gaz należy rozbujać oba samochody ze wskazaniem na falujący ruch w tył. A później jakoś idzie, jak jeszcze mało, można powtórzyć cały proces z samochodem z przodu. Polska wersja tej metody zakłada dodatkowo upewnienie się czy w środku sąsiadujących aut nie ma kierowców, w przeciwnym wypadku możemy mieć zadrapania nie tylko na zderzaku. Gorrąco polecam! :)
Another day, another place... I see twenty years old Lebanese girl with long, black hair. She is getting ready to park her silver mercedes that she got probably for 18th birthday. It looks like she's in a hurry, she doesn't want to be late for her classes. It's ten to 8 o'clock, so the classes start soon. To be true, being late is acceptable, I'd like to avoid saying common or even epidemic. However, when it comes to finding a parking place, we have to be deadly serious. Free space on the street in the middle of Beirut has very high value, cause it's rare like an onest politician or a boss who asks you to take a day off. The street is narrow, and the parking place looks like professionally sewed suit. You can't find an inch of extra space. It's nothiiing!! The girl is heading right into the parking spot. I see confidence and calm on her face. It would be surprising unless what happened next. She quickly turned the steering wheel and tried to fit her mercedes in to scarce space between two other cars. It turned out there is not enough room. But it's no prrroblem... it can be fixed. Well, listen how to succesfully park the car in this situation. You have to reverse your car so that your back bumper touches the vehicle behind. Than you have to step on the gas gently in a  pulsating manner. You give both cars a kind of waving motion. This way you push the car behind you further away, and you make more space for yourself. If that's still not enough you can repeat whole procedure with the car in the front. In Polish version of this method there's additional condition that, first of all, you have to make sure if those other cars are empty. If you forget about this you may have scratches not only on your bumpers. I strongly recommend this amazing parking method :).


Liban, i w ogóle Bliski Wschód, znany jest ze specyficznego ruchu ulicznego, który cechuje się dużą ilością trąbienia, wciskaniem się pomiędzy jadące pojazdy, parkowaniem w najbardziej niespodziewanych miejscach, jazdą pod prąd i na czerwonym świetle. Długo można wymieniać. Moje pierwsze wrażenie o Libanie zostało ukształtowane w dużej części poprzez te najbardziej widoczne i słyszalne elementy ruchu ulicznego. Z drugiej strony ten styl jazdy jest częścią niezwykłego uroku Libanu. Po przyzwyczajeniu się do rytmu ulicy dochodzę do wniosku, że jest w tym mnóstwo wzajemnej sympatii i dobrej woli kierowców, że w ogóle da się gdziekolwiek dojechać. Ta dobra wola jest odczuwalna w momencie, gdy np. kierowca jadący z naprzeciwka zastawia obydwa pasy, po to, żebym mógł zawrócić. Piękne! Bezinteresowne! W kraju, gdzie przepisy traktowane są zaledwie jak sugestie, a stróże prawa sami jeżdżą jak chcą, te małe przysługi są prawdziwym fenomenem.
Lebanon, and generally Middle East, is known of its peculiar manner of driving which is easly recognizable. Hooters abuse, squeezing between other cars, parking in the most unbelievable places, driving toward traffic, on the red light - these are main characteristics. And they shaped my first impression on Lebanon as a dangerouse place. But! Here comes the conclusion. When I got used to the flow of the street I understood that this is also a part of the charm of Lebanon. The fact that you can get somewhere on the street so crowded by cars means that there is huge load of good will and cooperation among the drivers. This good will is noticable in small events. Example: a car stopped and blocked both lanes on the street to let me turn back. Beautiful! Unselfish! In the country where traffic regulations are hardly considered suggestions, and everybody, even the police, is driving in a way that suits them at the moment, these small favours are a real phenomenon.

By Endru

14 komentarzy:

  1. :) Dlatego właśnie...ja dopiero tutaj raczkuje, jako kierowca. Lubie uprzejmych kierowców, ale przeraża mnie głupota innych. Świetny tekst, który trafia do mnie idealnie. Libańska droga to jak przeprawa przez dżunglę :) da sobie radę ten, kto się nie boi. Ja się boję, więc.... Ale i tak to lubię :)

    OdpowiedzUsuń
  2. A to ci przeżycia! Sporo emocji można doświadczyć, gratuluję, że się w tym odnajdujecie - rozumiem, że nie ma wyjścia!
    Jedna obawa tylko, że po powrocie do kraju będziecie myśleć, że tu wszyscy jeżdżą jak inwalidzi!
    Otarcia już Wam nie straszne?! To super!
    Niezmiennie trzymam kciuki!

    OdpowiedzUsuń
  3. Od 18 lat poruszałem sie po Bejrucie jako pasażer samochodów prowadzonych przez bardzo sprawnych kierowców. rekordy biła Iman, która w swoim sportowym Mercedesie zachowywała się jak zabójca i z prędkością 130 km. na godzinę poruszała się w Bejrucie z lekkością i wdziękiem. Co pewien czas zdarzały się sytuacje mrożące krew w żyłach, ale zawsze sportowy Mercedes wychodził cało z opresji.
    Wedłu8g libańczyków ruch uliczny jest jak muzyka i tylko trzeba wczuć się w jej rytm.
    KM

    OdpowiedzUsuń
  4. Jaj sobie "Europejczycy" radzą w ruchu arabskim?
    Jak się podoba?

    OdpowiedzUsuń
  5. kasia ty rzadzisz na libanskich uliczkach!

    OdpowiedzUsuń
  6. Tu się muszę zgodzić. Orientację w tym terenie Kasia ma rewelacyjną, a jak musi,to i pojedzie. Nie nadużywać proszę! W końcu okres rekonwalescencji, no nie?

    OdpowiedzUsuń
  7. Good Morning Beirut, Dziendobry Polsko. Pogoda nam sie zepsnila po wyjezdzie naszych trzech muszkieterow (konkretnie 1 muszkieter i 2 muszkietki). Dzis rano zamkneli jedna z ulic dojazdowych na universytet. Pojechalem wiec na okolo, pech chcial, ze mnie wyrzucilo na autostrade. Zanim udalo mi sie wrocic minelo pare chwil. Efekt 40 min spoznienia :).

    OdpowiedzUsuń
  8. to i tak lepsze usprawiedliwienie niz to, ze padal deszcz :P

    OdpowiedzUsuń
  9. Rafał3/22/2011

    Starałem się trochę odciążyć Kasię, ale z marnym skutkiem, daleko mi do jej 'driving skills' :)

    OdpowiedzUsuń
  10. No co Ty Rafał, Saida już Twoja, droga do Tyru też :) nawet wąskie nadmorskie uliczki nie dały Ci rady :) Nie wspominając o drodze do Beiteddine, która też masz na swojej liście ;) Teraz czekamy na Wasz powrót żebyś jeszcze po Bejrucie poszalał... Bo wiemy, jaki ten naród jest i jakaś męska ręka na drodze by się przydała :) Całusy dla Was kochani :)

    OdpowiedzUsuń
  11. siostrzyczka/szwagiereczka4/16/2011

    Hmmm...tak więc dzisiaj dowiedziałam się co mam zrobić by móc dodawać komentarze :D tekst przeczytałam niedługo po tym jak się tu ukazał i doszłam wtedy do wniosku, że tam u Was to tak trochę podobnie jak u nas w Krakowie z naciskiem na "trochę". A tak szczerze to podziwiam Was ja bym chyba tam bała się wsiąść do auta a jeszcze go prowadzić to już w ogóle. Swoją drogą to dobra lekcja cierpliwości i mocnych nerwów :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Prawda :P Tak poważnie to trzeba zapomnieć wszystkie przepisy, których na kursie prawka uczyli :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Reklama taty się pokazała!? Fajnie.
    U nas przed świętami ruch samochodowy bardzo zwiększony i powolny, wciąż myślę że niejeden Libańczyk zatrąbiłby się na śmierć!
    Sama nieraz mam ochotę zatrąbić.

    OdpowiedzUsuń
  14. Przed swietami korek bez zmian, no moze troche oslabl, powody nadal sa przedmiotem sledztwa.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...