12.03.2011

(PL) Friends' Perspective - "Nie ma jednego modelu państwa arabskiego"

Uczestniczę w życiu brydżowym krajów arabskich od osiemnastu lat. Mam w nich wielu przyjaciół i zawsze z uwagą śledzę wydarzenia w tym regionie świata. Uważam ,że większość polskich komentatorów „arabskiej rewolucji” grzeszy powierzchownością analiz. Dominuje hipokryzja, stereotypy i obserwuję skłonność „ekspertów” do mało zgrabnych etykietek.

Pisze się o nowej „jesieni ludów”, arabskiej rewolucji i zupełnie różne scenariusze, które miały miejsce w Tunezji, Libanie, Egipcie, Libii, Bahrajnie, Jemenie, Maroku, Jordanii i Algierii wrzuca się do jednego worka.
Kraje te bardzo różnią się między sobą. Przede wszystkim sytuacją społeczną i gospodarczą, siłą wpływu fundamentalizmu islamskiego, stopniem rozwoju społeczeństwa obywatelskiego, klasy średniej, wreszcie zagrożeniem terrorystycznymi zamachami.

W Egipcie i Tunezji istnieje opozycja polityczna zdolna do przejęcia władzy. Ogromną rolę odgrywa w nich wojsko. W Libii Kaddafiemu udało się spacyfikować przeciwników i poza strukturami plemiennymi, nie istnieją nawet najskromniejsze siły zdolne przejąć rządy.

W bliskim mojemu sercu Libanie doszło do zamieszek, gdyż Hezbollah i jego sojusznicy uzyskali wystarczające poparcie w ramach parlamentu, aby odsunąć od władzy dotychczasowego premiera
Saada Haririego. Na ulicach Bejrutu przez dwa dni awanturowali się zwolennicy obalonego na drodze demokratycznej, prozachodniego rządu.

W Tunezji młodzi, dobrze wykształceni ludzie stali się głównym motorem protestu.
Ich aspiracje nie były zaspakajane przez skorumpowany, ospały reżim. Rosnące ceny żywności były tylko zapalnikiem. Niespodziewaną rolę odegrały media internetowe. Pomogły kolportować gniew, poczucie krzywdy, krzyk rozpaczy i organizować się protestującym.

W Egipcie „rewolucja” była kontrolowana od początku do końca przez wojsko.
Hosni Mubarak oddał władzę i dzisiaj wojsko jest jedyną siła, która jest zdolna poprowadzić kraj ku rzeczywistej demokracji i nowoczesnemu państwu. Czy tak się stanie, nie ma żadnej gwarancji.
Zupełnie inną sytuację mamy w Libii. Państwu grozi rozpad, a alternatywą po usunięciu Kaddafiego jest przejęcie władzy przez jego synów.

Kluczowym pytaniem jest – Co dalej?
Istotne w życiu Arabów są trzy elementy: religia, która często reguluje większość życiowych spraw, więzy rodzinne, które mają ogromne znaczenie, oraz zobowiązania plemienno-klanowe. Siłą jednoczącą jest przywódca, który dzieli i rządzi zgodnie z własnym „widzimisie”. Wódz bierze na siebie odpowiedzialność za losy rodziny, klanu, plemienia czy wspólnoty religijnej. Gromadzi więc środki, które mają zagwarantować przetrwanie grupy. Majątki Ben Alego ( 100 miliardów dolarów), Mubaraka ( zaledwie 70 miliardów) i Kaddafiego ( 150 miliardów dolarów) pochodzą z wieloletniego okradania swoich żyjących w biedzie obywateli. Gromadzenie tak ogromnych fortun było możliwe dzięki znakomicie układającej się współpracy z koncernami europejskimi i amerykańskimi. Dodajmy, że za wiedzą i przy cichym poparciu rządów najbogatszych krajów świata.

Dlaczego tak się działo? Pod wpływem najskuteczniejszego „narkotyku” jakim jest dla USA i Europy ropa naftowa. Wielkim koncernom „dbającym o wartości” nigdy nie przeszkadzały w robieniu intratnych interesów z reżimami arabskimi takie głupstwa jak jawna korupcja, łamanie praw człowieka czy inne tego rodzaju drobiazgi. Liczą się - i tak będzie w przyszłości, bez względu na to kto będzie rządził - tylko ogromne pieniądze jakie można w regionie zarobić.

Przyznam, że z niesmakiem powitałem reakcje przywódców najbogatszych państw na wydarzenia w  świecie arabskim. Usta pełne frazesów, przygnębiająca hipokryzja ledwo skrywająca niepokój związany z destabilizacją regionu. Niepokój związany z zagrożonymi bajońskimi sumami pieniędzy, a nie losem społeczeństw czy całych krajów. Pośpiech w pozorowanym blokowaniu aktywów upadających tyranów jest żenujący. Głównych depozytów w bankach szwajcarskich nikt nie dotknie, bo pozostające jeszcze przy władzy reżimy, straciłyby zaufanie do swoich amerykańskich i zachodnich biznesowych partnerów.

Ktokolwiek dojdzie do władzy w krajach arabskich po obaleniu skorumpowanych władz, będzie kontynuował -zapewne dużo ostrożniej - styl rządów poprzedników. Zmusi go do tego jego wspólnota religijna, plemię, klan i rodzina.

Dojrzewanie do prawdziwej demokracji potrwa w tym regionie jeszcze kilka pokoleń.


1 komentarz:

  1. Przyznam, że dopiero od momentu kiedy zamieszkałam w Bejrucie patrze przez zupełnie inny pryzmat na kraje arabskie. Drażni mnie oglądanie amerykańskiej telewizji (którą niestety tutaj mam), gdzie wykształceni dziennikarze komentują wszystkie działania Arabów na Bliskim Wschodzie w przeliczeniu na straty na baryłce ropy. Przykre, ale prawdziwe. Z socjologicznego, ale również zwyczajnie ludzkiego punktu widzenia cała ta sytuacja wydaje się być zbyt obszerna i skomplikowana by móc ją zrozumieć za pomocą jednego zdania. Słuchając/ czytając komentarze znajomych Arabów nasuwa mi się tylko jedno zdanie "każdy z nas pragnie, by żyło mu się lepiej" i tego życzę z całego serca wszystkich obywatelom krajów tzw. rewolucji.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...