11.06.2011

Szczęśliwa Niedziela/ Lucky Sunday: Na nóżkach przez Bejrut/ Through (true) Beirut

Tego dnia nie obudziły mnie wyjące klaksony za oknem… obudził mnie upał. Prądu nie było już pewnie od godziny, klapa od klimatyzacji utknęła na wpół rozdziawiona jakby w zdziwieniu, że elektrownia przerwała jej prace w tak brutalny sposób.
That day I didn’t wake up because of loud horns outside… I woke up because of the heat. Electricity was gone probably for an hour, air condition box stuck opened almost like surprised that power plant interrupts its work in such a brutal manner.

Drobnostka, bo przerwy w dostawie prądu są codzienne. Można się więc przyzwyczaić. Wystarczy mieć latarkę pod ręką (to na wieczór) lub zapas schłodzonej wody mineralnej w oszronionej butelce (to na samo południe).

Idę do sklepu, bo zimnej wody brak, ciepłej też nie ma, a ta z kranu się nie nadaje. Rozmaite bakteryjne pływajątka z portu mogą obrzydzić nawet najsłodszą herbatę. Mógłbym zaryzykować, a co mi tam, ale ostatnio sąsiada zabrali na płukanie żołądka po takim buntowniczym zrywie.

Schodzę na doł, w korytarzu wita mnie przyjemny chłód. Otwieram drzwi od domofonu i wychodzę na ulice. Powiedziałem na ulice? Chciałem powiedzieć wchodzę do piekarnika. Witam się z przyrumienionymi współpieczonymi, których spotykam.

Ponieważ jest niedziela, okoliczne sklepy są pozamykane, najbliższy to hipermarket kilometr czy dwa stąd drogą pod górę. Cóż, to drobnostka, ponieważ mam samochód. Ale widzę, ze samochód wczoraj wieczorem zastawił pewien… inny samochód. I teraz nie wyjadę, bo nie wiem czyj jest ten… samochód, więc właściciela nie znajdę szybko.

Zaparkowałem w miejscu, z którego trudno się wydostać, ponieważ wczoraj gdy przyjechałem pod dom jedyne inne wolne miejsce było przed sklepem. Właściciel tego przybytku zawsze piekli się gdy mu zastawiam wystawę w godzinach pracy. Nie chciało mi się zejść wieczorem na dół i przestawić auta to teraz mam za swoje.

Po 10 minutach pieczenia łapie serwis, który za 2 tysie zawiezie mnie w kierunku hipermarketu – no i wreszcie konstruktywnie i do przodu! Jeszcze tylko wrócić, ale przynajmniej nie o suchym pysku.

To co właśnie przeczytaliście to opowiadanie zawierające zbiór prawdziwych drobnych codziennych upierdliwości, z którymi zmagają się mieszkańcy Bejrutu. Fabuła jest zmyślona. Tak naprawdę wszystkie te rzeczy nie przytrafiły mi się w jednym dniu. Napisałem to jako jedną historię, żeby ułatwić wam wczucie się - w myśl zasady jak poczujesz to zrozumiesz.

Można by takie opowiadanie ciągnąć dłużej, ale po co? Chciałem jedynie zarysować obraz. Większość z tych wydarzeń jest zabawna na co dzień i te drobne problemy daje się łatwo rozwiązać. A to osoba, która zastawi nam samochód zostawia numer swojego telefonu na szybie. A to w czasie kłótni o miejsce parkingowe przyjdzie sąsiadka, fryzjerka i się wstawi za wami, bo chce żeby się u niej obcinać częściej.

Te drobne upierdliwości stanowią folklor tego miasta tak jak krakowscy menele czy dajmy na to kibole machający szalikami z okien tramwaju. No tylko, że z kibolami sąsiadka nie pomoże, chyba że właśnie wróciła z misji w Iraku.

Powyższe wydarzenia nie dotyczą oczywiście turystów, którzy mieszkają w hotelach czy apartamentach gdzie prąd jest 24/h, są wydzielone parkingi i inne dogodności.

It’s a little thing, cause blackouts happen here on daily basis. You can get use to it. It’s enough to have emergency torch light (for the evening) or a reserve of cold mineral water in frosted bottle (for the noon).

I’m going to do shopping cause we’ve run out of cold water, and hot one also, water from the tap is unusable. Various swimming germs from port bay can disgust even the sweetest tea. I could risk it, whatever but last time they took a neighbor to hospital after his rebellious spurt.

I walk down the stairs in the corridor I find a pleasant chill. I open the doors to the street and exit. I said to the street? I meant I enter the oven. I say hi to my reddish-brown, fellow-baked I meet there. Concerning it is Sunday small shops our closed. The closest is a hypermarket located 1 or 2 kilometers far away on the hill. Well, this is nothing because I have a car. But now I see that my car is blocked by this… other car. And now I can’t drive cause I don't know whose car is blocking the way, so I won’t find the owner soon enough.

I parked in the place easly blocked because when I return yesterday I found out that my only alternative is a parking place in front of the shop. The owner always rages about me when I obscure his shop-window during working hours. I was too lazy in the evening to go down and move my car, and now I suffer the consequences.

After 10 minutes of baking I catch the service which for 2 thousands will take me in direction of the hypermarket – finally some constructive and forward action! I just need to come back but at least not thirsty anymore.

What you’ve just have read is a story about real little annoying things that are part of life of people living in Beirut. The plot is invented by me, I put everything in one story to make it easier for you to feel it – according to the rule feel it to understand it.

The story might be longer, but what for? I just wanted to give you the picture. Most of these little annoying events are funny and these small problems are easily solved. For ex. a driver who blocks our car leaves his phone number on the car window. Or during the fight for parking places a neighbor, a hairdresser intercede with you cause she wants you to be her client more often.

These little annoying things are folklore of this city just like bums from Cracow or soccer - vandals screaming and waving their scarves from the windows of passing tram. The difference is that in case of soccer – vandals a neighbor couldn’t help unless she just came back from the mission in Iraq.

These adventures don't concerne the tourists of course. They liver in hotels or appartments were the electricity is available 24/h, there are attended car parks and other conviniences.

By Endru

8 komentarzy:

  1. Stwierdzam, że I LOVE IT :) to znaczy ten folklor bo przecież moje uczucia do Ciebie i Twoich tekstów znasz :P

    OdpowiedzUsuń
  2. Anonimowy9/19/2011

    A kiedy jakiś wpis po powrocie w te klimaty libańsko-bejruckie? Może jakieś wspomnienie z wakacji? Tam u Was chyba wciąż jeszcze lato!
    Jak ojczyzna wygląda w.... tzw. porównaniu?

    Wir pracy Was porwał, czy też odświeżanie kontaktów towarzyskich, że taka pustka na blogu??????????

    OdpowiedzUsuń
  3. Wszystko pod kontrolą już kolejne posty czekają na publikację. Niestety powrót do Libanu to również powrót do problemów z łączem internetowym. Praca faktycznie porwała, ale już niebawem wszystko zostanie naprawione i blog znowu ruszy pełną parą :)

    Pozdrawiamy i do następnego przeczytania :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Dzięki piękne. Zaskoczyliście mnie pięknością i jakością wpisów.
    Kasiu ! Super , że zrobiłaś zdjęcia do postów filmowych - dużo lepiej to wygląda. Bardzo, bardzo brawo!!!!!!!!!!
    Podziwiam Was i niezmiennie trzymam kciuki.

    OdpowiedzUsuń
  5. Znowu czekam na nowy wpis a tu kicha! Dobrze, że jest w czym wybierać i mogę powspominać:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mamy kilka pomyslow nad ktorymi pracujemy, przyjdzie czas i na publikacje - cierpliwosci... :)

      Usuń
  6. Tego mi nie brakuje, znaczy cierpliwości, w końcu "czekanie, to moja specjalność"
    Czyż nie :) ???

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak tak :) nam za to teraz brakuje. już mógłby być 10 :)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...