27.09.2011

(PL) Dla tego - nas nie było :)/ Our holidays: Blog

Kochani!!!

Chwile nas nie było. A dokładnie 2 miesiące. Straszne zaniedbanie, ale tym razem, niespodziewanie, czy jak zwykle mamy usprawiedliwienie : )

Mianowicie spędziliśmy przeurocze 2 miesiące w najukochańszej ojczyźnie. Przecież każdy z Was wie, ze wszędzie dobrze, ale najlepiej w domu.

Zanim opowiemy Wam, co nowego w Libanie, wszystkim tym, którzy nie wiedzą dlaczego nas nie było widać na blogu, przedstawimy, jak wyglądał nasz urlop w Polsce.

Zaczęło się bardzo spokojnie. Przylecieliśmy z Bejrutu lekko opóźnionym samolotem do Warszawy i się okazało, że zakupione przez nas butelki araku (libańskiego przysmaku procentowego o smaku anyżku) i wina (polecam KsaraRéserve du Couvent) nie mogą z nami przesiąść się do kolejnego samolotu z Warszawy do Krakowa, ponieważ ich zawartości to zdecydowanie więcej niż obowiązujące 100ml.

Za sprawą prze-uprzejmej Pani pracującej dla Polskich Linii Lotniczych LOT odprawiliśmy się jeszcze raz i plecak stanowiący bagaż podręczny poleciał z nami pod pokładem. Ucieszeni bardzo wylądowaliśmy w Krakowie, gdzie z lotniska odebrał na wuj zwany Marianem, którego (korzystając z okazji) pozdrawiamy bardzo serdecznie.

I tak się zaczęło….

Kilka dni w Krakowie, spotkania ze znajomymi, dużo polskiego piwa i wódki, mało spania i ciągle coś do załatwienia ( a to w banku, a to na uczelni, itd.).


 *Of course we recommend :) Cat.e: Tyskie, Endru: Lech

Potem się na chwilę rozjechaliśmy do rodzinek. Każde z nas spędziło czas z najbliższymi. 


Jak było zobaczcie sami :)


Cat.e: góry moje góry :)



Były wycieczki z dzieciakami (Małą Kasią i Szymkiem zwanym również Szymonkiem) :)




Były piękne widoki......




A także odwiedziny przyjaciół..... 
(troje z nich już znacie z tego bloga (a jeśli nie to polecam "Ana men Lebnen"))

Renia tym razem w wydaniu sportowym
"Człowiek z liściem na głowie" - znany też jako Koziołek, bądź w szerszych kręgach, jako Mateusz K.

Anna i Rafał, których przedstawiać nie trzeba, ponieważ to zdjęcie wyraża na prawdę tyle ile trzeba :P
Jednym słowem było super :) 

Potem pojechałam z dziećmi do Krakowa, bo się za Libańczykami stęskniłam :) Spotkaliśmy się z Joe, który przyjechał dzięki naszemu wsparciu na praktyki studenckie do Warszawy (student z uniwersytetu, na którym pracujemy).

Cat.e with Joe S.

Pokazaliśmy Joe'mu Wawel, Smoka Wawelskiego, i jego Smoczą Jamę, Rynek Krakowski, Wieliczkę, a także (za sprawą bardzo uczynnej grupy przyjaciół) również "Kraków by Night" (*dzieci nie było z nami, na szczęście w tym czasie grzecznie spały).

Smok Wawelski/ Dragon
Zamek Królewski - Wawel/ Wawel King's Castel

Sukiennice na Rynku Krakowskim/ Sukiennice on Market Square in Cracow.

Maket Square in Cracow
Kopalnia soli Wieliczka (można polizać słoną ścianę) /
Salt Mine in Wieliczka (one can lick salty wall)

Potem pojechaliśmy odwiedzić Andrzeja i jego rodzinkę :)
W końcu miałam moich chrześników w jednym miejscu. 

Szymuś i Krzyś


Wspólnie zwiedzaliśmy Muzeum Dobranocek w Rzeszowie

A kto tęskni za Bolkiem i Lolkiem Muzeum Dobranocek powinien odwiedzić koniecznie :)




Była wycieczka na tor żużlowy - Pozdrawiamy żużlowców ze Stali Rzeszów :)


 
Wujkowie i ciocie zapewniali zajęcia dzieciakom :)


Wujek MACHA i jego "Projekt RYBA"






Rybka (polsko-uraińska) wypłynęła w końcu z ogrodu na głębokie wody :P

Wujek Przemek -  nadzór powietrzny :)

Ciocia Asia - odpowiedzialna za nadzór naziemny :)


Pomoc była niezbędne, dzieciaki nie oszczędzały nas ani na chwilę :)


Park Linowy
Park Linowy
Okazało się, że najlepiej, czyli najbardziej wyczerpująco na dzieciaki działa zabawa z psami, które przez wakacje były naszymi nieodłącznymi towarzyszami :)
Się chłopaki zmęczyli i poszli grzecznie spać :)
Niezapomniane chwile wielkiej miłości :)

BIGOS (w oczach Szymka) - pies królewski
ORI (w oczach Szymka) - kucyk królewski
Przez długi czas naszego pobytu ciocia Ania (siostra Endru) rozpieszczała nas swoimi pysznościami. Polecamy również jej blog, gdzie znajdziecie przepisy cudów kulinarnych www.bibliasmakow.pl




 


BIESZCZADY - SOLINA 2011
Żeglowanie z przyjaciółmi/ Sailing with friends.






Na pożegnanie ogniskowe śpiewanie z przyjaciółmi i rodzinką też było. 
Szant tyle zaśpiewaliśmy, że do dziś wszystkich gardła bolą :)

Sprawdźcie co Endru miał na nodze przez większość naszych wakacji/ Check Endru's leg :)



Tak było i niestety się skończyło, ale nie ma co płakać już niedługo będziemy na święta :)

Dziękujemy Naszym rodzinkom (tatrzańskiej i podkarpackiej), przyjaciołom (Reni i Koziołkowi, Rafałowi, Olkowi, Karolowi vel. Kaka, Ani i Matt'owi, Asi i Maćkowi, Asi i Przemkowi, Zuzie i Maszce, Magdzie i Bizonowi, Harley'owi, Siostrom Kamie, Marcie, Kasi (i Radkowi) i wszystkim innym, którzy sprawili, że nasze wakacje były wyjątkowe :)


W następnym poście wracamy do Libanu, do krainy z tysiąca i jednej nocy :)

Pozdrawiam

Cat.e


P.S. Zdjęcia z Krakowa autorstwa Kasi Celej, zdjęcia dań Ania Martens, ostatnie zdjęcie ciocia Gusia, zdjęcie z Gubałówki Renia, pozostałe Cat.e :D

13 komentarzy:

  1. Anonimowy9/27/2011

    buuu. smutne to. see you soon! kaka

    OdpowiedzUsuń
  2. Anonimowy9/27/2011

    aaa i pozdrawiam zuzlowcow ze stali rzeszow. rowniez

    OdpowiedzUsuń
  3. też Cię kochamy Kaka i żużlowców ze Stali Rzeszów też :P

    OdpowiedzUsuń
  4. Anonimowy9/27/2011

    No to Robaczki, kiedy następny najazd na kuchnię?:)
    Czekam z utęsknieniem,

    Ciocia;p

    OdpowiedzUsuń
  5. No super, tylko mieliście zadzwonić i nie zadzwoniliście...:(

    OdpowiedzUsuń
  6. @ Ciocia :P w święta masz nas jak w banku :)

    OdpowiedzUsuń
  7. @ Isabella - byłaś kochana na tapecie kilka razy, ale niestety plany w miarę pobytu się komplikowały. Nie mamy nic na swoją obronę, poza tym, że mamy dla Ciebie orzeszki libańskie w Rzeszowie i nie zawahamy się ich użyć w ramach przeprosin. Mam nadzieje, że w grudniu już na pewno się spotkamy :) Całujemy mocno :) Jak grudzień nie pasuje zapraszamy do nas wcześniej :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Ach!ach! Dech mi zaparło! Prawie telegraficzny skrót z wakacji.
    Ogólnie mistrzostwo świata!!!!!. Musieliście mieć kolorowy zawrót głowy po powrocie w te "ciepłe kraje".
    Tylko reklamacje ( moje)!, gdzie dokumentacja rodziny zakopiańskiej????????????
    "Góry, moje góry" - rozumiem!... i w miarę możliwości pozdrawiam od Was też.
    Dzięki za wpis, na coś takiego czekałam!!!!!!
    Ściskam mocno i trzymajcie się.

    OdpowiedzUsuń
  9. Dziękujemy :D Rodzina zakopiańska na zdjęcia się nie załapała, ale nic nie szkodzi, jak dobrze pójdzie może się na któryś turnus załapią :D Całujemy i do usłyszenia :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Turnus turnusem (oby jak najszybciej!!!), ale niedosyt pozostaje.
    Niemniej dzięki wielkie jeszcze raz. Jestem pod wrażeniem tego co zrobiliście przez te wakacje.
    Życzę Wam takiej energii na cały rok:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Anonimowy9/28/2011

    Ja tam czekam na święta, ale do tej pory mi się łezka w oku kręci jak wspominam Solinę, szkoda, że musieliśmy jechać dzień wcześniej.

    Czekamy na was :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Wspomnienia z wakacji wciąż żywe ale już Was tu brakuje. Dobrze , że święta niebawem.
    Czekamy na Was:)

    OdpowiedzUsuń
  13. Na szczęście czas szybko mija. Całusy ślemy i do zobaczenia za mniej niż miesiąc :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...