07.10.2011

Taksiarz / Taxi-Driver: Libanologia/ Lebanology

Bejrucki taksówkarz to zwykle Ahmad, Mohammad, Ali, bądź Abdulaziz, wstaje bardzo wcześnie, pija mocną czarną arabską kawę (tysiąc razy mocniejszą od tych ulubionych w Polsce), po czym wsiada w swojego zdezelowanego Mercedesa, bądź też inne auto o bliżej nieznanej nazwie i rusza uliczkami Bejrutu, zmierzając w Twoją stronę.
Usually his name is Ahmad, Mohammad, Ali, or Abdulaziz, he gets up very early, drinks strong black Arabic coffee (a thousand times stronger than those in Poland), then gets in his wrecked Mercedes, or other car with unknown name and drives the streets of Beirut, heading in your direction.

Ma mniej-więcej 55 lat i mieszka w dzielnicy, po której jeździ, więc widujesz go niemal codziennie.
Kiedy czekasz na niego na chodniku, zwraca Twoją uwagę rytmicznym trąbieniem klaksonu, który w przeciwieństwie do innych elementów jego samochodu działa wyśmienicie. Kiedy już wykażesz zainteresowanie i przesuniesz się o krok do przodu zerka na Ciebie przez otwarte okno i wyczekuje nazwy miejsca, do którego chcesz się udać.

Mówisz AUST – Sasine, a on ... (wersja pierwsza) odwraca głowę i bez słowa jedzie dalej, albo (wersja druga) ... kiwnięciem głowy lub (znaczącym „tak”) EH daje znać, że mu po drodze.  Zdarza się, że powie eh, po czym do miejsca oddalonego o 10 minut jedziesz 40, bo twój przeuroczy taksówkarz nie ma zielonego pojęcia, gdzie jest wskazane przez Ciebie miejsce, ale tak bardzo chce Cię zabrać, że zgubicie się kilka razy na kilometrze kwadratowym.

W samochodzie dominuje zapach ciągle palących się papierosów, czasami nawet listka odświeżającego, zwykle jednak to jest zapach zmieszanych perfum pasażerów(albo po prostu ich zapachów).

Czasami zdarzyć się może, że nasz taxi-driver to potencjalna gwiazda arabskiej wersji Idola, wtedy przez cały czas radio działa na full, a on sam umili Ci podróż śpiewem. Co ciekawe, jak trafi się jeszcze jakaś inna wschodząca gwiazda podróżująca z nim, masz, jak w banku, że w ciągu 10 minut poznasz repertuar Feiruz (taka Wioletta Villas w libańskim wydaniu) z obowiązkową przepytką na zakończenie podróży.

Nasz taksówkarz umie, z reguły na poziomie prawie komunikatywnym, język angielski lub (i) francuski. Więc zawsze jakoś się dogadasz. Jeśli nie - mowa ciała Twoja i jego zupełnie wam wystarczą, żeby w miłej atmosferze spędzić Waszą podróż. Jak się poszczęści Polaczkowi może nawet „dzień dobry” albo „kocham Cię” usłyszeć od drivera.

Nasz przewoźnik nie nawiedzi swojego kraju. Denerwują go politycy, ciężka sytuacja ekonomiczna w Libanie – zawsze ma na ten temat coś do powiedzenia – ale nie ma takiej siły, która by go z Libanu wyrwała (nawet syn w Ameryce, czy Francji, co już na bilet mu pieniądze wysłał może zapomnieć, że tato przybędzie) przecież on kocha swój kraj i rodaków najbardziej na świecie i nie wyobraża sobie, żeby istniało lepsze miejsce na ziemi niż Liban (ha i tu ma przecież rację :P).

Jak prawdziwy Libańczyk zawsze da Ci chusteczkę higieniczną, czy poczęstuje kanapką, ale jak nie wiesz, o co chodzi w tym kraju (na przykład jesteś pierwszy raz w Libanie i nie masz zielonego pojęcia, za jakie ceny się tutaj podróżuje) zedrze z Ciebie ostatniego dolara.

Przejażdżka po Bejrucie bywa niekiedy rajdem Paryż – Dakar. Nasz kierowca wije się jak wąż swoim samochodem z niesamowitą zręcznością (i zabójczą prędkością) po wąskich uliczkach Bejrutu. Trąbi ile wlezie i tym samym chroni Cię przed nagłym zderzeniem z innym Ahmadem, Mohammadem, Alim, czy Abdulazizem, bo przecież każdemu spieszy się tak samo. A codziennie mniej więcej taka sama liczba potencjalnych klientów czeka przy krawężnikach, aby ich zabrać.

Nasi zawodowi kierowcy, bohaterowie tej opowieści nie zwracają uwagi na światła, bo niby dlaczego, przecież oni już jadą i nic, ani nikt im tej przejażdżki przerywać nie powinien. Jak jest zielone dodają gazu, jak jest czerwone to też dodają gazu…. yalla, yalla nie ma czasu. Skręcając w prawo wystawiają lewą ręka, bo przecież prawej nie mogą. Migacze???? A co to takiego? Przecież na energii elektrycznej nawet rząd w Bejrucie oszczędza miliony dolarów.

Tak więc jadą mijając na milimetry samochody z naprzeciwka. Krzyczą, śmieją się, a nawet pocieszają Cię, jak już zauważą, że po ostatnim zakręcie jeszcze nie wypuściłeś powietrza.
He is about 55 years old; he lives in the district where he's driving. When you're waiting for him on the sidewalk, he draws your attention to his car by rhythmical honking. When you show that you're interested and you move one step forward, he stops the car and watches you through open window, he waits for you to say the name of the place where you want to go.

You say: "AUST Sassine";  (situation A) He turns his head away and moves the car forward without saying anything, or (situation B) he nods and says: E' (yes in Lebanese). Then you know that your destination point is on his way. Sometimes when he says E', it means that he'll drop you off half of the way (20 min walking distance instead of 40 minutes). The reason is that your lovely taxi driver has no idea where's the street or place that you mentioned, but he has good intentions. He wants to drive you so much that you might find yourself lost few times before ending up near starting point.

The smell of cigarettes dominates inside the car. Sometimes there is also refreshing air freshener, but the most common is the mixture of many smells such as passengers’ perfume or others :).

Sometimes it happens that our taxi driver is a self-appointed "star" of Arab’s Idol. The radio is on all the time with the volume all the way up. And he sings... along with the passengers. The interesting fact is that when there is another rising star in the car you can be sure of having 10 minutes of learning Feiruz’s repertoire (the most recognizable Lebanese singer).

Our taxi-driver usually knows the basic level of English or/and French. So, you can always find the way to communicate. Personally I find it easier to use a mixture of English, French, Arabic and body language. If your lucky ( and you're Polish) you'll hear “dzień dobry” (good morning) or “kocham Cię” (I love you).

Our taxi-driver hates his country. The politicians and severe economic situation in Lebanon are annoying him so much that he has always some complaints to share. But nobody can find the way to take him out of Lebanon (even the son who lives in America, who already sent the money for a flight ticket can not have any hope that his father will come to visit). Why?? Because our taxi driver loves his country and citizens so much that he can't imagine that there's better place to live than Lebanon (ha, and we agree in this point :P).

He usually has a tissue for his customers since it's a common practice in Lebanon (can't say why - for the tears of joy or the sweat of the heat ;) ). He can even share his sandwich with you. But if you're a foreigner and you don’t know the people (and you don't have any idea about prices of taxi service) he will take from you whatever you'll agree to give.

Sometimes the drive around Beirut resembles Paris - Dakar rally raid. Our driver is weaved like a snake, he is driving with amazing precision and confidence that would scare Vin Diesel and his Fast & Furious friends. Insane speed in the narrow and crowded streets of Beirut. He's the best, a master, a protector who keeps you from taking part in a car crash that you would definitely cause driving on your own.

Our professional drivers, heroes of this story do not pay attention to traffic lights. Why??? Because, when they are driving their cars... nothing and no one is able to slow them down. When they see the green light they speed up, when there’s red light they speed up too. Yalla, Yalla they don't have time or gas to waste. When they want to take a turn they give you signs with the hand through the window. On the roof - I'm turning right. Pointing left - I'm turning left. Blinkers?? What's that? Driving license... I don't need one, I was born to be a driver.

So they are driving around, passing each other by the feather. They honk, scream, laugh, and even seem to take care about you when they see that you can’t take a breath after last turn.


Cat.e


2 komentarze:

  1. Anonimowy10/24/2011

    świetny, świetny tekst... faktycznie oddaje klimat jazdy serwisem po stolicy :) możnaby jeszcze wiele dodać w tym temacie :0

    OdpowiedzUsuń
  2. Zgadza się. Na pewno każdy, kto choć raz jechał serwisem przez Bejrut mógłby napisać następny, zupełnie inny tekst na ten temat :D

    Ten blog to nie tylko moja perspektywa (czy Endru) każdy, kto tylko ma ochotę coś napisać znajdzie tutaj swoje miejsce (Zakładka "Our Friends' Perspective' nadal czeka na rozwinięcie).

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...