11.10.2011

(PL) Friends' Perspective: "Stopem po Libanie"

Stopem po Libanie by Monika Stypuła


 Moja przygoda rozpoczęła się w grudniu 2010r. kiedy kupiłam swoją przepustkę do dwutygodniowej przygody na Bliskim Wschodzie. W Bejrucie wylądowałam o północy 7 maja 2011.

Wczesnym rankiem, wychodząc z terminala po przespanej na podłodze nocy, moje stopy stanęły na kontynencie azjatyckim, w kraju o którym do tej pory nie miałam pojęcia, a kraju, który miał mnie później zachwycić.



Liban to kraj dwujęzyczny, poza językiem arabskim, większość mieszkańców włada francuskim, ze względu na fakt historyczny, jakim była przynależność terytorialna kraju do Francji. Porozumiewanie się po angielsku nie stanowi problemu, językiem tym włada znaczna część obywateli, od dzieci, przez młodych mieszkających w odciętych od cywilizacji wioskach, po pasterzy (i nie ma tu ironii). 

Drut kolczasty, okopy z worków z piaskiem, rogatki na ulicach, wozy pancerne w centrach miast. To nie opis filmu wojennego, a smutnej, libańskiej rzeczywistości. Po kilku dniach człowiek przyzwyczaja się do codziennego widoku żołnierzy z karabinami w ręku. Przywołuje to jednak na myśl trudną historię kraju, który zaledwie 6 lat temu stał się w pełni wolnym państwem, po latach okupacji syryjskiej.



Mimo wielu bolesnych przeżyć wojna nie odcisnęła negatywnego piętna na charakterach Libańczyków. Wciąż są to ludzie życzliwi, otwarci i pomocni. Spotkałam się z niezliczoną ilością ofert pomocy i rad. Ludzie skłonni są do gościny, poczęstunku, choć sami niewiele mają. Mimo niespełna równej ilości Muzułmanów i Chrześcijan, zarówno w życiu codziennym, jak i w rządzie, ludzie żyją w zgodzie i harmonii. Da się jednak dostrzec ośrodki wyłącznie monoteistyczne, gdzie olbrzymie figury Matki Boskiej niwelują istnienie meczetów. W dużych miastach kultury te przenikają się, a granice zacierają.


Liban to kolebka smaków, zapachów, kolorów. Na sukach obok siebie stoją stragany tandetnych chińskich podróbek markowych firm i worki pełne kolorowych przypraw, ziół, orzechów. Falafel i shawarma to tutaj typowe fast foody, a do tego manusz, mój ulubiony pieczony placek z roztopionym, słonym serem. Co do picia? Podczas upałów świetnie orzeźwia bezalkoholowe piwo jabłkowe, cytrynowe, czy malinowe Laziza, wyjątkowo udane dziecko największego browaru Almaza. Narodowych potraw nie sposób zliczyć, warto więc zacząć od hummusu podawanego z chlebem pita – pasty z ciecierzycy, która pochodzi właśnie z Libanu, a popularna jest na całym Bliskim Wschodzie.




Liban to kraj ogromnie bogaty wróżnorodne dobra turystyczne. Na długości 180 km i szerokości 50km odnalazłam przyjemnie ciepłe Morze Śródziemne, wysokie, zaśnieżone góry Liban i żyzną Dolinę Bekaa z winnicami. W całym kraju znajduje się 5 obiektów wpisanych na listę UNESCO, z czego 4 to ruiny starożytnych miast, których niektóre fragmenty zachowały się w stanie niemal idealnym. Najnowszą pozycją na Liście jest Dolina Qadisha wraz z Lasem Bożych Cedrów, które to drzewa są chlubą narodu i jego najznamienitszą wizytówką. 

Polecam odkrywanie Libanu na własną rękę, z plecakiem na plecach, przysłowiowymi kilkoma dolarami w kieszeni i mnóstwem determinacji w poznawaniu miejsc prawie lub wcale nie dostrzeżonych przez zachodnich turystów. Dziś świat stoi otworem, za kilkaset złotych możesz poznać zupełnie obcy kraj. Ja spróbowałam, a Ty?

Informacje praktyczne:
Przelot: brak bezpośrednich połączeń z Polski, loty kombinowane, koszt ok. 1200-1600zł w dwie strony (w promocji nawet 600zł)
(polski LOT oferuje bezposrednie loty z Warszawy do Bejrutu - niestety są zawieszane, co jakiś czas - przyp. CandE)
Ceny: nieco niższe niż w Polsce
Waluta: funt libański 1000LBP=1,80zł
Języki: arabski, francuski, angielski
Komunikacja: popularny „serwis”, małe autobusy – bardzo tanie, działający bardzo dobrze „stop”

Powyższy artykuł ukazał się na stronie krakowsiego Klubu Podróżników Śródziemie:

----------------------------------------------------------------------------------
Monika Stypula: podróżniczka z zamiłowania, typ niskobudżetowego backpackera,
nastawiona na zwiedzanie, poznawanie miejsc i ludzi, miłośniczka
fotografii, marzenie: podróż dookoła świata - na co najmniej przez rok.

Poniżej zamieszczam prezentację zdjęć z pobytu Moniki, Marysi i Mateusza w Libanie. Możecie zobaczyć jak wyglądała ich podróż stopem po Libanie od pierwszego do ostaniego dnia :) Miłego oglądania.
Cat.e
Stopem przez Bejrut. Liban oczami Moniki, Marysi i Mateusza/ Lebanon from Kathy Zolty on Vimeo.

1 komentarz:

  1. Pozdrawiamy Monikę, Marysię i Mateusza. Ich zwiedzanie stopem Libanu to setki interesujących opowieści. Szczerze liczymy, że któraś z nich kiedyś trafi na tego bloga. Jest o czym opowiadać. Do następnego :D

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...