06.12.2011

Być księżniczką/ Be a princess: Libanologia/ Lebanology

Pamiętacie taki film „Moje wielkie greckie wesele”? Część z Was na pewno go pamięta. Zanim zacznę całą opowieść, o tym, co się działo na libańskim weselu musicie wiedzieć jedno - opis nigdy nie wyrazi tego, co widziały oczy. Dlatego wspomniałam ten film, w którym reżyser bardzo humorystycznie przedstawiał grecką fetę podczas wesela (kolory, hałas, radość, radosne okrzyki itd.). Mam nadzieję, że uda mi się być takim reżyserem, który odciągnie was od tego, co znacie z Polski (bo w Libanie nie trzeba prosić, żeby wujek Mietek z ciotką Krysią wyszli na parkiet, alkohol owszem jest, ale stanowi on jedynie dodatek a nie główny punkt programu; wszyscy się bawią tak, jak potrafią najlepiej, bo przecież o to im chodzi). Mam nadzieje, że sami zobaczycie wszystkie zapisane przeze mnie sceny, jak w kolorowym filmie a zdjęcia, które zamieściłam staną się dobrym uzupełnieniem.
Do you remember the movie titled „My Big Fat Greek Wedding"? Some of you for sure saw it. Before I start this story you need to notice that description is not the same as the picture which eyes seen. Because of it I mentioned this movie, where director in very humoristic way showed Greeek wedding (colors, noises, happiness etc.). I hope that I can show you Lebanese wedding like this director and you will discover how this day looked like and the photos will be nice illustration for it.

Żeby wprowadzić Was w klimat naszego sobotniego popołudnia zacznę moją opowieść od początku.

26 listopada o godzinie 15.30 na autostradzie w stronę Byblos umówiliśmy się ze znajomymi Libańczykami (już ich troszkę znacie z postu Jbeil nocą). Miejsce spotkania z góry było ustalone. W Libanie ludzie raczej nie umawiają się wskazując ulicę i numer domu, pod którym będą czekać. Wskazuje się miejsca charakterystyczne, jak na przykład mięsny albo szpital). Na wspomnianej autostradzie znajduje się jedna z bardzo dobrych libańskich piekarni Wooden Bakery, pod którą to właśnie się umówiliśmy.

Dzień zbliżał się ku końcowi, ale słońce przyjemnie ogrzewało skórę ostatnimi promykami. Znajomi się zjawili, w tym miejscu muszę przerwać i zaznaczyć, że należą im się głośne brawa, bo przyjechali dokładnie o wyznaczonej przez nich porze (w kulturze arabskiej 5 min czasem oznacza nawet 2h). Ruszyliśmy w drogę… drogę na szczyt góry, drogę wijącą się pod górę… drogę raczącą nas przepięknymi widokami wzgórz z jednej strony a morza z drugiej.

Podążając za naszymi przewodnikami, po ponad godzinnej podróży dojechaliśmy w końcu na szczyt. Zobaczyliśmy piękny kamienny klasztor otoczony drzewami, kwiatami i grządkami z różnymi roślinami.

Okazało się, że bezproblemowo znaleźliśmy miejsce naszej podróży. Żeby nie skłamać powinnam napisać, że znajomi Libańczycy znaleźli, bo my sami prawdopodobnie dojechalibyśmy tam kilka godzin później, o ile w ogóle byśmy tam trafili (i wtedy wstęp dotyczyłby innego filmu).

Mar Moussa – Douar; przepiękna wioska w górach, znajdująca się na wysokości 900-1150 m n.p.m. Wspomniany klasztor zbudowany został w 1753 przez libańskich mnichów, którzy zagospodarowali teren wokół wybudowanego klasztoru. Z czasem miejsce to zaludniało się coraz bardziej skupiając Chrześcijan z pomiędzy Bejrutu i Byblos. Klasztor należy do Maronitów.

W tym właśnie przeuroczym miejscu nasza libańska przyjaciółka miała za półtorej godziny powiedzieć sakramentalne TAK. Parę Młodą – Jihada i Jihane znamy już niemal rok. Zrobili nam ogromną przyjemność zapraszając nas na tak ważną dla nich uroczystość.
I will start this story from the beginning.

On 26 of November at 3.30 p.m. on Tripoli Highway we met our Lebanese friends (you know them a little bit from Jbeil by Night post). We met in the front one of my favorite bakeries in Lebanon called Wooden Bakery. In Lebanon people if they want to meet each other they don’t give the address details (street name or building number) just the specific place (like hospital Getawi or Cinema A). Our friends came on time – I need to stop this story here and mention that they are really great because usually 5 minutes in Arabic style sometimes means 2 hours, but they came on time and surprised us.

We were following our friends and after an hour and a half we found the beautiful stone monastery surrounded by trees, and flower beds with different kind of plants.

Without any problem we found the place of our journey. To be honest our Lebanese friends found it because without their help we would come there really late or we would not find this place at all (and then the introduction could be about other movie).

Mar Moussa – Douar – beautiful village in the mountains which is located on 900-1150 m above see level. Monastery which I mentioned above was built in 1753 by Lebanese monks - Maronites who developed area around. With time this place populated more and more especially by Christians leaving between Beirut and Byblos.

In this amazing place our Lebanese friend – Jihane will say sacramental YES after one and half hour. We know Jihane and Jihad almost a year now. They gave us extraordinary gift inviting us for their wedding.









Pod kościołem czekał już Pan Młody ze swoją rodziną. Obejrzeliśmy klasztor z zewnątrz i po półgodzinnym rozglądaniu się po okolicy (zmarznięci i trzęsący się jak osiki na wietrze) poszliśmy schronić się we wnętrzu klasztoru. Przytulna kaplica klasztorna zaczęła się wypełniać zaproszonymi gośćmi, więc szybko zrobiło się cieplutko.
Groom with his family were waiting there. We were watching beautiful views around but after 30 minutes we were so cold that we went inside the chapel. Nice chapel, it was much warmer. Together with other guests we were waiting for the bride.









W nabożeństwie zbyt aktywnie uczestniczyć nie mogliśmy, bo jak się pewnie domyślacie odbyło się w języku arabskim. Z obserwacji i wyjaśnień wiem, że ceremonia ta nie różniła się znacząco od ślubu, z jakim mamy do czynienia w Polsce. Panna Młoda przywitana została oklaskami, po czym w towarzystwie swojego taty dołączyła do narzeczonego pod ołtarzem. Wtedy rozpoczęła się ceremonia.
During the service we could not be so active because – how you probably guess all was in Arabic. Bride came and with company of her father joined bridegroom on altar,



Podczas ślubu/ During the ceremony
Po ceremonii każdy z gości mógł wykonać sobie pamiątkowe zdjęcie z parą młodą. Wykonanie zdjęcie z własnego aparatu przypominało walkę z tygrysami. Dwóch kamerzystów, 3 fotografów nie odstępowało Młodej Pary ani na sekundę. To jeden, to drugi przeskakiwali z lewej na prawą, oślepiając światłem z lamp błyskowych aparatów. Trzeba było się naprawdę postarać, żeby wykonać zdjęcie bez obecności któregoś, z wyżej wymienionych panów. Na szczęście już pod sam koniec jakby opadli z sił (jak się później okazało zbierali oni siły na resztę wieczoru).
After ceremony all guests had an opportunity to take a photo with just married couple. It was really difficult to take a photo by your own camera. 2 camera operators and 3 photographers dog couple for a minute. In the end they lose one’s strength (but how we show later they just gather one’s strength for the rest of evening).





Jihad (Pan Młody) ubrany w piękny garnitur z muszką zamiast krawata prezentował się wzorowo – jak na Pana Młodego przystało. Natomiast Jihane (Panna Młoda) wyglądała olśniewająco i to nie tylko w przenośni. Jej piękna suknia zdobiona tysiącami błyszczących i mieniących się w świetle cekinów, koralików i innych ozdób prezentowała się wyśmienicie. Panna Młoda zdecydowanie była gwiazdą tego wieczoru, do tego najmocniej błyszczącą.
Jiahd – the groom wears nice suit with bow tie, he looked really nice. Jihane dazzled all of us. She had beautiful wedding dress with thousands of sequins, korals and others decorations. She looked amazing and for sure she was the star this night, which was shining really strongly.


Pierwszy pocałunek małżonków/ First marriage kiss
Po wymęczeniu Państwa Młodych setkami zdjęć udało się wszystkim opuścić teren klasztoru i ruszyć w dalszą drogę.
When all guests after hundreds of photos tired out newly-weds we went out from monastery and moved to next location.

Żeby było bardziej po libańsku jechaliśmy już dobre 15 minut, jak nagle korowód aut (trąbiących i jadących z włączonymi światłami awaryjnymi) zatrzymał się. Okazało się, że prowadzący nas nie do końca wiedzieli, gdzie właściwie mamy jechać :D Wszystko dobrze się skończyło, po krótkiej wymianie zdań ruszyliśmy dalej, by po 5 minutach trafić do miasteczka Bekfaya, gdzie w restauracji „Al. Delb” odbyło się przyjęcie weselne.

I w tym momencie zaczyna się prawdziwa historia :D

Jak inni goście zasiedliśmy do stołu, by napełnić żołądki pysznościami kuchni arabskiej. Oczywiście wszystkie znane nam przystawki pojawiły się na stołach. Był humus, moutabal, labneh z czosnkiem, surowe mięso w przyprawach (przypominające polskiego tatara), oczywiście pita (arabski chleb) i jeszcze mnóstwo innych przysmaków, których nazw nie udało mi się zapamiętać (o daniach libańskich już niedługo będziecie mieli okazje poczytać więcej na naszym blogu).

Wracając do imprezy….

Tak sobie rozmawiamy ze znajomymi i jemy i jemy i rozmawiamy a tu nagle buuuum buuuum…., światło gaśnie, dj włącza muzykę na cały regulator (oczywiście arabskie rytmy), drzwi od sali się otwierają, goście zrywają się z krzeseł i biegną na parkiet, tu jakieś pióro mignie przed oczyma, a to znowu, jakiś kolorowy halogen, zaczyna brakować powietrza w płucach…nie wiemy, co się dzieje.
We were driving after line of cars (horning) after 15 minutes we stopped the cars. What happened? Nobody knows for sure where is the restaurant where we should go - typically Lebanese. After short conversation we continued and after 5 minute founding little town called Bekfaya where in Al Delb restaurant wedding party was organized.

We sit in the restaurant and started to eat like other guests. Of course almost all type of starters from Lebanese cuisine were served. Humus, moutabla, labneh with garlic, pita bread and much more but I don’t remember the names (soon you will find more information about Lebanese cuisine on our blog).

Right, right … party….

We are sitting and talking… and talking and sitting then buuummm, buuummm. The light was turned off, dj turns off music how loud he could (of course Arabic rhythms), people moved to dance-floor, main door was opening .....


Po kilkunastu sekundach na salę wchodzą (a może raczej w tanecznym rytmie wbiegają) świeżo upieczeni małżonkowie.
and we are observing how just married couple came to restaurant and stared to dance together.












I wtedy zabawa się zaczyna.

Przez cały wieczór ‘karmieni’ byliśmy niespodziankami zorganizowanymi przez rodzinę Młodej Pary. Na początek był dym i bański mydlane i zimne ognie. Wszytsko to wyglądało niesamowicie.
At that moment the main story started.

During all night we observed many surprises organized by parents and organizers
In the beginning was shadows and soup bubbles and sparklers. It was amazing.









Później pojawił się czarodziejski saksofon, na którym muzyk zagrał melodie „Happy Birthday”, bo nie wspomniałam wcześniej, że nasza Jihane tego samego dnia miała urodziny. Prezent zrobiła sobie niebywały, chyba najlepszy ze wszystkich możliwych organizując w ten sam dzień ślub z wybrankiem swojego serca. Saksofonista zagrał również dwa inne utwory, przy których Młoda Para mogła (bardziej jazzowo) potańczyć na parkiecie.
After it musician with saxophone was appearing in the restaurant. I did not mention that this day was special for Jihane because of two reasons. First – of course wedding, second – she had a birthday too. Sax-men played “happy Birthday” melody and two others jazz songs. Jihane and Jihad had a few minutes of break during this songs.




Niespełna godzinę później przy ścieżce dźwiękowej z „Piratów z Karaibów” para wielkim arabskim mieczem kroiła tort.
After one hour with the soundtrack of Pirates from Caribbean couple was cutting the cream cake.




Później oczywiście trzeba było zatańczyć dabke – tym razem jeszcze się nie odważyliśmy, ale kto wie może na następnym weselu w Libanie my też zatańczymy.
Next all guests dance dabke. This time we did not try but who know, maybe during next wedding you will see also me and Endru on the dance floor.







Było oczywiście rzucanie bukietu Panny Młodej i muszki Pana Młodego. I śmiechu było nie mało jak zwycięzca z muszką zakładał podwiązkę zwyciężczyni z bukietem.
Off course bride throws her bouquet and groom his bow tie. We were laughing all the time.









Zabawa była przednia, jak to mawia wujek Józiu. Jak już o wujku wspomniałam to jeszcze dodam ciocie Jolę (miłośniczkę storczyków). Kochana ciociu wszystkie storczyki (zarówno te w kaplicy klasztornej, jak również w samej restauracji) były prawdziwe. Przepiękne delikatne bukiety zdobiły ołtarz w kaplicy oraz wszystkie stoły i resztę sali w restauracji. Muszę przyznać, że mnie urzekły (proste a jednocześnie niecodzienne bukiety czarowały oczy).


Podsumowując, wesele podobało się nam bardzo i fantastycznie spędziliśmy czas. Co najbardziej nas ujęło na tym weselu? To fakt, że bez względu na wiek wszyscy bawili się w rytmy najprzeróżniejszej muzyki (od arabskich hitów po popowe i rockowe nowości prosto z list muzycznych).

Tak wyglądało zaproszenie na ślub. Dodatkowo w restauracji na każdego czekał mały podarunek na pamiątkę ślubu. Utrzymane w stylu zaproszenia krótkie wierszyki miłosne napisane przez Jihane do Jihada i odwrotnie.
The invitation what we got. In restaurant also we found nice gift. The small piece of paper waited for every guest. Inside are short lyrics about love which Jihane wrote Jihad and inversely.


Jihane i Jihadowi życzyliśmy już dużo szczęścia. Dla tych, którzy nie wiedzą w języku arabskim, MABROUK właśnie to znaczy.

Zatem MABROUK Jihane i Jihad na kolejne lata.
In the end

The wedding was perfect; we spend really nice time there. Thank you one more time for invitation.

In Arabic MABROUK means all the best whishes, congratulations.


Cat.e


Jak planujesz wesele w Libanie a to co jest powyżej podoba się to Państwo Młodzi polecają:

Suknia panny młodej - Rony Richa

Strój Panna Młodego - Georges Saad

Oprawa muzyczna na weselu - Joe Fahd

Włosy i make-up Jiahne-  Juliano Asmar

Zdjęcia - Zekrayat

Przekąski w domach Jiahne i Jihada - Angel Heart i Al Rifai

Posiłki: Al Delb (restauracja, gdzie odbywało się wesele)

Tort weselny -  Cat and Mouth Catering Company

Kwiaty - Fleur Art

Samochody - Race Rent a Car

Zaproszenia i prezenty z poezją miłosną dla gości - ARLI (Georges Jarrache & Co)
If you are planning the wedding in Lebanon Jihane and Jihad recommended:

Bride dress - Rony Richa

Hair and make up - Juliano Asmar

Groom Clothes - Georges Saad

Music - Joe Fahd

Photographers: Zekrayat

Food – Al Delb Restaurant

Wedding cake - Cat and Mouth Catering Company

Chocolate: Al Rifai and Angel Heart

Cars - Race Rent a Car

Flowers - Fleur Art

Invitation for wedding + the gift (poems) for guests - ARLI (Georges Jarrache & Co)

12 komentarzy:

  1. Fantastyczne!!!
    Trafiła Wam się wspaniała przygoda i bardzo ciekawe doświadczenie.
    Dziękuję za rewelacyjną dokumentację fotograficzną i komentarz słowny. Czuję się prawie tak , jakbym tam była.
    Widać, że mieliście fajną zabawę.
    Ja też życzę dużo szczęścia Młodej Parze!

    OdpowiedzUsuń
  2. Życzenia przekażemy :D Na prawdę było super :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Widzę, że uzupełniliście dokumentację z tej bajkowej imprezy. Bardzo mi sie podoba, że towarzyszyliście Panu Młodemu wraz z parą przyjaciół, w marznięciu i oczekiwaniu na przybycie "księżniczki". Większość zdjęć ma scenerię jak "z tysiąca i jednej nocy".
    Bardzo mi się podobacie na tym tarasie - to chyba przy kościele.
    Dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
  4. Cała przyjemność po naszej stronie. Całujemy

    OdpowiedzUsuń
  5. J&J1/13/2012

    Oh my God!!! unforgettable and amazing article, amazing photos, beautiful words.... thank you so much Andrew and Kate... It was a pleasure to invite you to our wedding and together we made this day November 26 very special:))))dziękuję....mwahhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhh
    Jihad & Jihane Mattar :))))

    OdpowiedzUsuń
  6. Thank you guys, it was really amazing for us :) Kisses for you - MABROUK :) We love you and can't wait to meet with you :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Anonimowy1/13/2012

    We were driving after line of cars (horning) after 15 minutes we stopped the cars. What happened? Nobody knows for sure where is the restaurant where we should go - typically Lebanese.

    HAHAHAHHAHA EPIC !!!
    Thank you so much for this beautifully written article Kate xoxo
    Wissam Hachem

    OdpowiedzUsuń
  8. Wissam,

    that the thing what I love here so much :)

    People are spontaneous and friendly :)

    This wedding was really amazing for me and Endru, because of it I wrote this story.

    Thank you so much, I'm happy that you like it.

    Best whishes and see you soon (I hope :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Anonimowy1/14/2012

    Really hope that tooo friend :)

    OdpowiedzUsuń
  10. :) So we need to motivate Jihane to organize after wedding party :P :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Jihane1/16/2012

    I am ready to organize after wedding party as soon as possible, so keep in touch :))))
    love you all....mwahhhhhhhhhhhhhhhh

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. We love you too :)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...